top of page

Koparka robi „chrup”, czyli kto płaci za kable-widmo na śląskich budowach?

Zaktualizowano: 6 dni temu

Wyobraź sobie, że grasz w Sapera. Tyle że jesteś kierownikiem budowy, planszą jest działka inwestycyjna na Śląsku, a zamiast wirtualnych pikseli masz do dyspozycji trzydziestotonową koparkę. Patrzysz na mapę do celów projektowych. Czysto. Żadnych flag, żadnych min, piękny i dziewiczy grunt. Dajesz sygnał operatorowi, łyżka zagłębia się w ziemię i nagle… chrup.


Dźwięk pękającej rury z gazem albo zrywanego kabla średniego napięcia to moment, w którym kierownikowi kontraktu w ułamku sekundy dodaje się pięć lat do metryki.

Chwilę później na placu budowy jest już pogotowie energetyczne, straż pożarna, a kilka tygodni po tym incydencie na biurko zarządu Twojej firmy ląduje nota obciążeniowa. Właściciel sieci żąda zapłaty za naprawę, przestój i „utracone korzyści”. Kwota ma tyle zer, że można dostać zawrotów głowy.

Gestor sieci w ogóle nie przyjmuje do wiadomości, że tego kabla nie było na mapie. Zepsułeś, to płać.


Zabawne? Ani trochę. Dlatego jako prawnik, który na co dzień doradza firmom budowlanym, muszę tu wejść powiedzieć: chwila, stop, odłóżcie te portfele.


❗ Nie wiesz, czy w ogóle odpowiadasz za uszkodzenie?

W wielu przypadkach wykonawca nie ponosi odpowiedzialności.

👉 Sprawdź tutaj: Kto odpowiada za uszkodzenie kabla na budowie


Abstrakcyjna grafika z mglistymi pastelowymi kolorami, dominują jasne odcienie szarości i różu. Brak wyraźnych kształtów lub tekstu.

Skąd się biorą podziemne niespodzianki?


Śląsk to pod względem infrastruktury jedna wielka archeologia. Przez dziesięciolecia kopalnie, huty i zakłady przemysłowe kładły kilometry rur i kabli. Czasem zgłaszały to geodetom, a czasem – powiedzmy sobie szczerze – ktoś położył przewód, zasypał wykop i poszedł na fajrant.


W efekcie dzisiejsze mapy do celów projektowych (które czerpią wiedzę m.in. z państwowej bazy GESUT) bywają tak precyzyjne, jak horoskop w gazecie z programem TV. Gestorzy sieci doskonale o tym wiedzą. Dlatego na mapach często widnieje uroczy dopisek: „Nie wyklucza się istnienia innych, niewykazanych urządzeń podziemnych”.


Dla właściciela wodociągów czy spółki energetycznej to magiczne zdanie to darmowa polisa od ich własnego bałaganu w papierach. Uważają, że zwalnia ich z wszelkiej odpowiedzialności. Otóż – i tu mówię do Was jako radca prawny – absolutnie nie zwalnia. Inżynier budownictwa ma na budowie wiele nadzwyczajnych talentów, ale jasnowidzenie nie znajduje się na liście wymogów Izby Inżynierów.


Pamiętajmy o jednym: mapa do celów projektowych to nie jest jakaś tam luźna kartka w teczce. Zgodnie z Prawem budowlanym, jest to fizyczny fundament Projektu Zagospodarowania Działki (PZT). To na tej mapie projektant rysuje inwestycję, a urząd przystawia swoje pieczęcie. Kiedy jako kierownik budowy dostajesz ten dokument do ręki, masz obowiązek zrealizować prace zgodnie z tym, co na nim widnieje. Jeśli rury tam nie ma – prawo stoi po Twojej stronie, a wina za kolizję leży w błędnej dokumentacji, a nie w łyżce Twojej koparki.


Kto zawalił aktualizację mapy? (Spoiler: zazwyczaj nie Ty)


Zgodnie z Prawem budowlanym i geodezyjnym, to nie wykonawca ma biegać po polu z różdżką i szukać rur. Jeśli sieć istnieje, ktoś kiedyś musiał wykonać jej inwentaryzację powykonawczą i zgłosić do starosty.


Co więcej, jeśli właściciel sieci (np. spółka energetyczna) przejął stary kabel po upadłej kopalni i wie, gdzie on biegnie, ma ustawowy obowiązek zgłosić to urzędnikom, by zaktualizowali bazę. Jeśli tego nie zrobił, a Twoja koparka właśnie przerwała im przesył – to oni dopuścili się zaniechania, nie Ty.


Zestaw ratunkowy kierownika budowy


Jeśli mleko się już rozlało (albo raczej: woda z rury), to, co zrobicie w pierwszej godzinie, decyduje o tym, czy zarząd będzie musiał zapłacić tę kosmiczną fakturę. Kiedy dzwoni do mnie klient z takim problemem, weryfikuję fakty. Dlatego potrzebuję od Was trzech rzeczy:


  1. Wpis do Dziennika Budowy. Natychmiast. Odkryto niezinwentaryzowaną sieć, wstrzymano roboty. Koniec, kropka.

  2. Sesja zdjęciowa z taśmą mierniczą. Zanim ktokolwiek zacznie to naprawiać i zasypywać, bierzecie miarkę, wkładacie do wykopu i robicie zdjęcia. Musimy mieć dowód, na jakiej głębokości i w jakiej odległości od punktów stałych leżała niespodzianka.

  3. Papiery o nadzór. Sprawdzamy, czy zgodnie z warunkami uzgodnień branżowych (zawartymi w projekcie) wezwaliście przedstawiciela gestora na nadzór przed wbiciem łopaty. Jeśli wysłaliście zgłoszenie, a on nie przyjechał albo palcem pokazał złe miejsce – to my mamy w ręku najmocniejszą kartę.


Twarde lądowanie w przepisach


Tu kończą się żarty, a zaczyna ochrona Waszego kapitału. Zgodnie z prawem (art. 415 k.c.) to właściciel sieci musi udowodnić, że jako profesjonaliści mogliście przewidzieć kolizję. Moim zadaniem jest uciąć te oskarżenia w zarodku – wykazuję, że pracowaliście zgodnie z zatwierdzonym projektem, a za braki na mapach odpowiada kto inny.


Nie rzucam obietnic, że „wygrywam wszystko”, bo na sali sądowej gwarancje dają tylko szarlatani. Robię coś innego: rzetelnie analizuję dokumentację, weryfikuję mapy i punktuję błędy gestorów. A kiedy widzę, że do kosztów naprawy doliczyli sobie „utracone korzyści” wyliczone chyba na liczydle z zepsutymi koralikami – kwestionuję te kwoty i dążę do ich obniżenia.


Plac budowy to wystarczająco stresujące miejsce. Nie płaćcie za bałagan w państwowych rejestrach.


Zabezpiecz swoją budowę zanim zjedzie na nią pogotowie gazowe. W sytuacjach kryzysowych nie ma czasu na wertowanie przepisów. Przygotowałam dla Ciebie i Twoich inżynierów Checklistę Kryzysową. Wydrukuj ją, przekaż kierownikom kontraktów i powieś w biurze budowy. Dowiedz się, czego absolutnie NIE podpisywać, gdy uszkodzicie sieć, której nie było na mapie.




Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Komentarze


bottom of page