Uszkodzenie kabla na budowie: Kto odpowiada i płaci za przecięty przewód?
- r.pr. Magdalena Krawczyk-Jaworska
- 28 mar
- 3 minut(y) czytania
Są w życiu kierownika budowy takie momenty, w których człowiek zaczyna autentycznie żałować, że nie poszedł na florystykę. Jednym z nich jest telefon o 14:30 w piątek: „Szefie, na mapie tego nie było, ale w wykopie jest. I chyba właśnie odcięliśmy prąd w połowie dzielnicy”.
A kilka tygodni później na Twoje biurko trafia wezwanie do zapłaty od właściciela sieci, opiewające na kwotę, za którą można by kupić całkiem przyjemną działkę na Śląsku.
W tym momencie na placu budowy rzadko panuje merytoryczna dyskusja. Zaczyna się koncert życzeń i przerzucania gorącego kartofla:
Inwestor z oburzeniem: „Wasz sprzęt, Wasza wina, proszę mi tu nie opóźniać harmonogramu!”
Operator koparki z niewinną miną: „Ja tylko kopałem tam, gdzie palikiem zaznaczył geodeta...”
Dokumentacja (ZUD): Milczy, bo w miejscu awarii na mapie jest idealnie biała, pusta plama.
I to jest ten moment, w którym 8 na 10 wykonawców popełnia najdroższy błąd w swojej karierze. Zakładają, że skoro ich łyżka fizycznie przerwała światłowód, to trzeba ze spuszczoną głową poprosić o numer konta do przelewu.
A to wcale nie jest prawda.
Krótka odpowiedź prawna brzmi: to zależy. Długa odpowiedź brzmi: wbrew temu, co krzyczy na Ciebie kierownik kontraktu z ramienia inwestora, nie zawsze odpowiada wykonawca.
🔍 Kiedy faktycznie musisz sięgnąć do portfela? Najczęściej wtedy, gdy Twoja firma zagrała w ulubioną polską grę budowlaną pod tytułem „Jakoś to będzie”. Czyli:
zignorowaliście dokumentację projektową,
nie zrobiliście ręcznych przekopów próbnych w strefie ochronnej,
zadziałaliście "na oko" i bez zachowania należytej ostrożności.
Jeśli tak było – niestety, w sądzie argument „przecież nic nie było widać” nie zadziała.
❗ Kiedy NIE musisz odpowiadać za awarię? Tu robi się naprawdę ciekawie. Są sytuacje, w których odpowiedzialność za ten nieszczęsny kabel wcale nie leży po Twojej stronie. Na przykład gdy:
1. Dokumentacja była po prostu fikcją literacką Dostajesz mapy. Pracujesz według map. Nagle okazuje się, że infrastruktura biegnie dwa metry dalej lub metr płycej. Jako wykonawca masz działać ze starannością, ale nikt nie wymaga od Ciebie posiadania rentgena w oczach.
2. Sieć była "dzika" lub źle oznaczona Brak taśm ostrzegawczych w gruncie i brak oznaczeń w terenie to brak realnej możliwości uniknięcia szkody przez Twoich ludzi.
3. Inwestor "zapomniał" Ci o czymś powiedzieć A Ty działasz na tym, co oficjalnie dostałeś przy protokolarnej zapowiedzi i przekazaniu placu. Jeśli inwestor zataił istnienie starych przyłączy, bierze to na siebie.
W skrócie: sprawa rzadko jest czarno-biała. Zanim uznasz swoją winę, trzeba sprawdzić twarde dowody, w tym jeden kluczowy dokument, który ratuje życie w takich momentach. Więcej o nim pisałam w moim ostatnim artykule: [Koparka robi „chrup”, czyli kto płaci za kable-widmo na śląskich budowach?]
💣 Ile to wszystko kosztuje w realnym życiu? Sama naprawa kabla przez pogotowie energetyczne to często zaledwie niewinny wstęp do dramatu. Prawdziwy ból głowy i zera na fakturach to:
kary umowne za opóźnienia w oddaniu inwestycji,
roszczenia osób trzecich (odcięta od zasilania fabryka obok zgłasza wielotysięczne utracone korzyści za przestój linii produkcyjnej).
📞 Zanim wykonasz przelew – zatrzymaj się Jeśli na Twoim biurku leży wezwanie do zapłaty za uszkodzoną sieć, nie płać w ciemno i nie przyznawaj się z automatu do błędu. Jeden zły mail może pogrzebać Twoje szanse na obronę.
Jako radca prawny pomogę Ci przeanalizować mapy, protokoły i umowy. Sprawdzimy, czy faktycznie odpowiadasz, czy da się uciąć te koszty i czy ktoś nie próbuje przypisać Ci cudzych błędów. Dobry prawnik to na tym etapie najtańsze ubezpieczenie Twojego biznesu.
👉 Wejdź w zakładkę [KONTAKT], zostaw mi wiadomość i zabezpieczmy Twój kapitał, zanim będzie za późno.


Komentarze